kwietnia 25, 2018

MARK HILL, CENIONY ANGIELSKI FRYZJER I JEGO XL VOLUME AMPLIFYING CZYLI SERUM ZWIĘKSZAJĄCE OBJĘTOŚĆ WŁOSÓW

MARK HILL, CENIONY ANGIELSKI FRYZJER I JEGO XL VOLUME AMPLIFYING CZYLI SERUM ZWIĘKSZAJĄCE OBJĘTOŚĆ WŁOSÓW


Znana twarz w reklamie produktów kosmetycznych nigdy nie była dla mnie żadnym wyznacznikiem. O wiele większym zaufaniem jestem w stanie obdarzyć produkty, których twórcami są osoby będące specami i pasjonatami w dziedzinie tworzenia formuł kosmetycznych.. o ile ważniejszego głosu nie mają pieniądze. W końcu łatwo wypuścić produkty, oznaczone tylko podpisami znanych nazwisk doktorów, fryzjerów, dermatologów.. mimo wszystko warto w każdym z tych przypadków ufać sobie i własnej wiedzy na temat składów kosmetyków. W końcu znane nazwisko często ma wpływ jedynie na cenę produktu, a niekoniecznie na jakość zastosowanych składników.



Mark Hill to znany w Wielkiej Brytanii fryzjer, wielokrotnie nagradzany w międzynarodowych konkursach, a także stylista gwiazd. Jednak jak już wiemy z Polskich przypadków sygnowana linia produktów do włosów znanych i cenionych fryzjerów wcale nie jest wyznacznikiem skuteczności i jakości. O XL Volume Amplifying Serum nie wiedziałabym, nie zainteresowałabym się, ani nie używała gdyby nie dodatek do moich zakupów w angielskiej sieci drogerii Boots. Sęk w tym, że praktycznie nie używam żadnych lakierów, pianek ani innych wspomagaczy objętości czy utrwalaczy na włosach. Zazwyczaj tego typu produkty od razu oddaję, bo inaczej latami przestawiam z miejsca na miejsce. Nie lubię uczucia oblepienia włosów, nie lubię gdy ich struktura jest inna niż gładka i lejąca. Jednak dla tego produktu zrobiłam wyjątek.



Zadaniem produktu jest nadanie objętości włosom u nasady czyli ich podniesienie. Ktoś kto cierpi na odwieczny przyklap wie doskonale o co mi chodzi. Niejednokrotnie produkt aplikowałam na całą głowę zaraz po myciu i osuszeniu ręcznikiem. Następnie suszyłam włosy suszarką na szczotce lub spuszczając głowę i włosy do dołu. Nie za bardzo byłam w stanie jasno określić czy jest jakakolwiek różnica. Czy moje włosy są bardziej odbite od nasady z serum czy wyglądają dokładnie tak samo gdybym go nie stosowała? Ostatecznie do zadania podeszłam fachowo.. pół głowy z serum, druga połowa bez. Eksperyment przeprowadzono kilka razy i co? Nic. Wciąż nie widzę żadnej różnicy w uniesieniu czupryny.. ale, żeby nie było tak całkiem nijak to jednak coś zwróciło moją uwagę. Tak gdzie serum zostało zastosowane włosy są gładsze i dłużej zachowują świeżość. O ile po umyciu i wysuszeniu włosów nie widzę żadnej różnicy to na drugi/trzeci dzień zaczyna się ujawniać pewna zależność. Im szybciej włosy tracą świeżość tym szybciej tracą objętość. Skoro serum przedłużą świeżość to automatycznie dłużej włosy pozostają odbite od nasady. Zatem.. produkt działa tylko, że to chyba nie tak miało być.. chyba, że czegoś nie zrozumiałam? Z pewnością jego zaletą jest to, że nie ma żadnego negatywnego wpływu na jakość moich włosów. Nie pozostawia żadnej powłoki, nie obciąża włosów, nie skleja ich, nie wydłuża procesu suszenia.. zupełnie nic.



Pokaż kotku co ukrywasz w środku..

Skład (INCI): Aqua (Water), Phenoxyethanol, PEG-40 Hydrogenated, Castrol Oil, Polyquafernium-10, Sodium Benzoate, Collagen Amino Acids, Panthenol, Hydroxypropyltrimonium Honey, Salicylic Acid, Citrus Medica Limonum (Lemon Peel) Oil, Hydrolyzed Keratin, Keratin, Oxidized Keratin, Ethylhexylglycerin, Citrus Aurantium Dulcis (Orange Fruit) extract, Potassium Sorbate, Amyris Balsamitera (Bark) Oil, Artemisia Pallens Flower Oil, Citrus Aurantium Bergamia (Bergamot Fruit) Oil, Juniperus Mexicana Oil, Mentha Viridis (Spearmint Leaf) Oil, Salvia Sclarea (Clary) Oil, Citral, Limonene, Linalool.

Nie można odmówić produktowi obecności fajnych składników, tylko co z tego! Na pierwszym miejscu mamy wodę, a potem konserwant który występować może w produkcie jedynie o ograniczonym stężeniu 1%. Więc generalnie płacimy tu za wodę.. podejrzewam, że jest jej tu jakieś minimum 96%, czyli 50 ml wody za około 35 zł.. super!



Zasadniczo jestem pod wrażeniem samego faktu, że odczuwam jakąkolwiek różnicę. Jest ona minimalna ale jednak. Z pewnością nie liczyłabym na przedłużenie świeżości włosów o kilka dni ale nie mogę wykluczyć, że na mniej ciężkiej czuprynie niż moja produkt sprawdziłby się dużo lepiej. czy jest wart zachodu? Nie. Baza składu jest fatalna. Woda i konserwant, który wchłania się przez skórę do krwiobiegu nawet w niewielkim stężeniu 1%.. to wciąż wygląda fatalnie i razi w oczy. Cena również wydaje się nie adekwatna do uzyskanych efektów. Jedynie opakowanie jest fajne w użytkowaniu i warto sobie zostawić.

Jak sobie radzisz z przyklapniętymi włosami? 


kwietnia 23, 2018

LILY LOLO, MOJA PIERWSZA NATURALNA MASKARA. ROZCZAROWANIE CZY MIŁE ZASKOCZENIE?

LILY LOLO, MOJA PIERWSZA NATURALNA MASKARA. ROZCZAROWANIE CZY MIŁE ZASKOCZENIE?

Doczekałam się! Nadeszła chwili gdy wszystkie drogeryjne tusze zużyłam i mogłam w końcu przekonać się o działaniu i efektach naturalnych tuszy do rzęs. Z tego co czytałam nie jest to łatwe zadanie. Większości naturalnych mascar wciąż bardzo daleko do tych drogeryjnych ale od czego są blogerki. W tym przypadku do zakupu naturalnej mascary Lily Lolo namówiła mnie Dorotka z kanału Green Happiness oraz bloga o tej samej nazwie.


Od producenta:
Podkreśl swoje spojrzenie z Naturalną Mascarą Lily Lolo, która pogrubia i wydłuża rzęsy jednocześnie dodając im objętości. Jej wyjątkowa, delikatna formuła zapewnia łatwą aplikację, dzięki czemu w mgnieniu oka uzyskasz efekt pięknych podkreślonych oczu.


Nie lubię świeżych tuszy. Z początku są one najczęściej wodniste i na tyle mokre, że nawet po podkręceniu rzęs zalotką za chwilę po wpływem wilgoci się prostują. Efekt jest taki, że równie dobrze mogłabym nie tuszować rzęs bo ich nie widać.. ale nie ten. Pamiętam jego pierwsze użycie.. myślałam, że już był otwierany, bo wskazywała na to jego gęstość. Nie był wodnisty już od pierwszej aplikacji. Zaczęłam szukać opinii i przekonałam się, że taka jest jego konsystencja. Czy to źle? Absolutnie! Od pierwszego użycia nie mogłam marudzić. Pięknie utrzymywał kształt podkręconych rzęs i ich nie prostował. Gęstość tuszu dodatkowo wpływała na efekt wydłużenia oraz pogrubienia wątłych kłaczków.


Szczoteczka chociaż nie silikonowa to wcale nie jest taka zła. Minimalnie bardziej skłaniam się ku wersjom silikonowym, bo rzadziej mnie zawodzą i lepiej rozdzielają rzęsy. Tu muszę jedynie nieco ostrożniej tuszować rzęsy, bo potrafię dotknąć jakimś cudem powieki.. i makijaż oka trafia szlag.. lub częściowy szlag. To jednak jest kwestią zmęczenia, pośpiechu, ilości wypitej kawy, wyspania i przede wszystkim.. może już przestanę się tłumaczyć 😅 w każdym razie nie zawsze zależy od szczotki czy tuszu.


W każdym razie.. rzęsy czarne, wydłużone, pogrubione, utrwalone, nie są twarde i sztywne. Już jedna warstwa tuszu zaspokaja mnie wizualnie ale nic nie stoi na przeszkodzie aby dodać kolejną. Efekt jest oczywiście mocniejszy ale warto uważać. Łatwiej wówczas o przesadę i sklejenie rzęs. Dopiero po prawie 4 miesiącach codziennego użytkowania zaczęły pojawiać się grudki i ewentualne sklejanie.. to dla mnie oznaka, że pora na wymianę. Jednak, mało który tusz wytrzymał ze mną cztery miesiące. Mascary wymieniam zawsze po trzech miesiącach głównie ze względów higienicznych ale również dlatego, że przestają sobie radzić.


Chyba jedynie raz zdarzyło mi się wrócić do domu z pandą.. ale pogoda była wówczas fatalna, wiało, padało, a ja bez parasolki, kaptura.. niczego. Sądzę, że w takich warunkach każdy niewodoodporny tusz nie przetrwałby godnie na moich rzęsach. Poza tą jedną sytuacją nie mogę narzekać na jego trwałość. Szybko zasycha na rzęsach, przez co nie odbija się na powiekach ale również nigdy nie osypał się. Nawet po przejechaniu prawie 500 km, zakładaniu i zdejmowaniu okularów przeciwsłonecznych, rodzinnej imprezie.. wrócił do domu w nienagannym stanie. Zmywanie? Bez najmniejszego problemu. Nie stawia oparu nawet delikatnym płynom micelarnym więc specjalnie trzeć oczu nie trzeba.


Skład (INCI): Aqua (Water), Myrica Pubescens Fruit Cera (Myrica Pubescens Fruit Wax), Propenadiol, Copernicia Cerifera Cera (Copernicia Cerifera (Carnauba) Wax), Polyglyceryl-6 Distearate, Sucrose Stearate, Acacia Senegal Gum, Glyceryl Dibehenate, Helianthus Annuus Seed Cera (Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Wax), Lactobacillus Ferment, Bis-Octyldodecyl Dimer Dilinoleate/Propanedio Copolymer, Polyglyceryl-10 Myristate Oryza Sativa Bran Cera (Oryza Sativa (Rice) Bran Wax), Glyceryl Caprylate, Rosa Canina Fruit Oil, Argania Spinosa Kernel Oil, Xanthan Gum, Potassium Sorbate, Glyceryl Undecylenate, [+/- CI 77499 (Iron Oxides)].
  • Woda (Aqua (Water)) - naturalny rozpuszczalnik
  • Wosk z owoców Myrica Pubescens (Myrica Pubescens Fruit Cera (Myrica Pubescens Fruit Wax)) - wosk nadający produktowi lepkość
  • Propanediol - naturalny konserwant i rozpuszczalnik dla kwasów i ekstraktów roślinnych. Zwiększa przenikanie składników aktywnych, stabilizuje receptury produktów oraz działa silnie nawilżająco.
  • Wosk karnauba (Copernicia Cerifera Cera (Copernicia Cerifera (Carnauba) Wax)) - naturalny wosk roślinny. Substancja natłuszczająca, wytwarza na powierzchni warstwę umożliwiającą zatrzymanie nawilżenia, poprzez blokowanie kanałów. Stosowana w stanie czystym na skórę, może być komedogenna
  • Polyglyceryl-6 Distearate - naturalny emolient
  • Sucrose Stearate - naturalny emulgator, składnik konsystencjotwórczy oraz zapobiegający rozwarstwianiu faz.
  • Guma arabska (Acacia Senegal Gum) - gumowa masa otrzymywana z soku z kory akacji, działa jako zagęstnik i wiąże tłuszcze, olejki eteryczne, woski, żywice i wraz z wodą nadaje im żelową konsystencję. Wykazuje korzystne działanie kojące i przeciwzapalne.
  • Glyceryl Dibehenate - roślinny zagęstnik, substancja konsystencjotwórcza
  • Wosk słonecznikowy (Helianthus Annuus Seed Cera (Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Wax)) - pełni funkcję emulgatora i spoiwa. W stężeniu 4% jest zdolny do tworzenia żelowej konsystencji z olejów. Ponadto pozostawia jedwabiście gładkie wykończenie, zmiękcza i odżywia
  • Lactobacillus Ferment Bis-Octyldodecyl Dimer Dilinoleate/Propanediol Copolymer - polimer na bazie naturalnych surowców, zagęszcza produkt
  • Polyglyceryl-10 Myristate - emulgator hydrofilowy, tworzy ochronną i odżywczą warstwę oraz ułatwia rozprowadzenie
  • Wosk ryżowy (Oryza Sativa Bran Cera (Oryza Sativa (Rice) Bran Wax)) - zmiękcza, wygładza oraz nadaje połysk
  • Glyceryl Caprylate - naturalny emolient i emulgator, wygładza, nawilża i działa dezynfekująco
  • Olej różany (Rosa Canina Fruit Oil) - bogaty w nienasycone kwasy tłuszczowe, minerałi i witaminy. Pełni rolę emulgatora, antyoksydanta, substancji nawilżającej. Chroni i odżywia.
  • Olej arganowy (Argania Spinosa Kernel Oil) - ujędrnia, wygładza,chroni przed czynnikami zewnętrznymi oraz działa przeciwzmarszczkowo
  • Xanthan Gum - naturalny zagęstnik substancji
  • Potassium Sorbate - łagodny konserwant, uniemożliwia przetrwanie mikroorganizmów w kosmetyku,
  • Glyceryl Undecylenate - konserwant, natłuszcza i zapobiega rozwarstwianiu
  • CI 77499 (Iron Oxides) - substancja pochodzenia naturalnego o właściwościach regenerujących i nawilżających

Nie mam zastrzeżeń.. zdecydowanie bardzo dobry tusz, chociaż muszę zaznaczyć, że rzadko miewam problem z rozmazywaniem się tuszów i nie mam problemu łzawienia oczu. Za to jeśli chodzi o moje guru w kwestii testowania mascar i przecierania szlaków ich naturalnych wersji to zapraszam na blog Agnieszki, czyli Ekodystrykt.

Poprzeczka już na początku została wysoko postawiona..😍


kwietnia 21, 2018

WIELKI CUD W MAŁYM SŁOICZKI, CZYLI MASŁO AMBROZJA Z MIODOWEJ MYDLARNI

WIELKI CUD W MAŁYM SŁOICZKI, CZYLI MASŁO AMBROZJA Z MIODOWEJ MYDLARNI

Malutką próbeczkę masełka Ambrozji otrzymałam przy pierwszych zakupach w Miodowej Mydlarni. Cała paczka była wypełniona zapachem i z miejsca mnie zachwyciła. Z początku sądziłam jednak, że jakiś zapach pokrywał wypełnienie paczki ale szybko okazało się, że było to masełko. Ów próbka była pierwszym produktem do którego się dobrałam i nie otwierając dalszych produktów już zaczęłam kombinować nad drugim zamówieniem w którym na pierwszym miejscu musiało znaleźć się masełko ambrozja.


Od producenta:
Naturalne masło do twarzy i ciała z woskiem pszczelim i ekstraktem z czerwonego wina, niezwykle bogate w składniki odżywcze i przeciwstarzeniowe, o lekkiej, puszystej konsystencji musu i cudownym ciepłym, słodkim, kobiecym aromacie.

Ekstrakt z czerwonego wina, witamina E wraz z kompozycją olejów: z otrąb ryżu, z pestek winogron i nasion sezamu (będącego symbolem nieśmiertelności w legendach starohinduskich) to potężne źródło naturalnych przeciwutleniaczy o działaniu przeciwstarzeniowym, chroniącym skórę przed uszkodzeniem, stymulującymi procesy naprawcze i odnowę komórek, skutecznych w walce z tzw. wolnymi rodnikami.

Masło shea, olej kokosowy i wosk pszczeli o wyśmienitych właściwościach kosmetycznych - błyskawicznie regenerują skórę, odżywiają, wyrównują poziom nawilżenia, koją wszelkie podrażnienia - zdecydowanie poprawiają kondycję skóry.


Niewielki szklany słoik o pojemności 65 g, niezależnie od tego jakiej byłby wielkości.. wciąż byłby okrutnie za mały.. o k r u t n i e.. za mały 😭 Kilogram tego masełka to wciąż za mało! U mnie okazało się wyjątkowo wydajne ale to wybór całkowicie świadomy.. używane wyłącznie w wyjątkowych sytuacjach, gdy samo wąchanie to za mało. Wszystko za sprawą aromatu na który składa się wata cukrowa, karmel, toffi i wanilia, zmieszane z nutą fig, dżemu truskawkowego i piżma. Jeszcze raz..
  • wata cukrowa
  • karmel
  • toffi
  • wanilia
  • nuta fig
  • dżem truskawkowy
  • .. i piżmo
Czujesz! Czy Ty to czujesz?

Od początku nie byłam w stanie określić tego zapachu, a jego opis znalazłam w końcu na stronie producenta przy pisaniu recenzji. Zapach jak widać po poszczególnych składnikach jest słodki ale przy tym niesamowicie kobiecy i kuszący. Nie jestem szczególną fanką słodkich zapachów, jeśli już wolę te naturalne i typowe jak wanilia, która nie jest dosłodzona, kokos który nie jest nachalny i duszący.. wszystko w granicach jakiegoś rozsądku i jak najbardziej zbliżone do natury. Podejrzewam, że poszczególne aromaty w tak intensywnym wydaniu by mnie przytłoczyły.. ale efekt finalny jaki znajduję w Ambrozji pokochałam całym sercem. Nawet mój mąż lubi ten zapach na mnie. Ostatnio wparował do domu, jeszcze drzwi nie zamknął dobrze i pyta co tak ładnie pachnie.. No proste, że JA.. i moja Ambrozja! 😀


Post mogłabym ciągnąć wyłącznie na temat tego zapachu ale ileż można. Po prostu ustalmy, że go kocham i kropka.. ale.. patrząc obiektywnie wiem, że nie każdemu przypadnie do gustu. Jest to jednocześnie słodki i mocny zapach, który utrzymuje się na skórze dość długo. Jestem w stanie nawet na drugi dzień wciąż go czuć chociaż nie w tak intensywnej wersji jak zaraz po nałożeniu. Osoby wrażliwe na mocne zapachy i nie przepadające ze słodyczami.. to może być po prostu za wiele, ale jeśli kochasz słodkie ale niebanalne zapachy to ten powinnaś pokochać równie mocno jak ja. Ponadto masełko genialnie sprawdzało mi się przy przeziębieniach. Nie gwarantuję, że ma jakieś cudowne właściwości ale jego zapach lubię na tyle, że podświadomie zmuszałam swój organizm do głębszych wdechów.. taka aromaterapia 😅 i choroba zaczyna mieć drugie oblicze..

Masełko ma niezwykłą konsystencję. To bardzo lekka i puszysta pianka, która momentalnie poddaje się ciepłu dłoni. Jednak w wyższych temperaturach nie zmienia swojej konsystencji w słoiczku.. mi przynajmniej nigdy się to nie zdarzyło. Niewielka ilość rozprowadzona na dłoni daje poczucie, że to może być ciężka i oleista powłoka ale to bardzo mylne wrażenie. Wystarczy niewielką ilość rozprowadzić w dłoniach, a później na wybrane części ciała. Nie jest to jednak nic tłustego, to coś w stylu.. hmm.. suchego olejku. Niby czuć warstewkę ale nie jest ona lepka.. w dużej ilości zapewne może się okazać, że jednak jest ale wszystko jest kwestią umiaru.. im miej tym lepiej, a przede wszystkim niewielka ilość zupełnie wystarczy. Masełko ekspresowo się rozprowadzi i równie ekspresowo się wchłania. Od razu daje uczucie nawilżenia i odpowiedniego natłuszczenia. Skóra jest gładka w dotyku i niesamowicie pachnąca.


Nie pokusiłam się aby używać masełka na twarz. Czułabym się jakby nakładała perfumy.. chociaż z genialnym działaniem ale jednak. W ciągu dnia zapach na twarzy przeszkadzałby mi, a w nocy bezpośrednio pod nosem mógłby okazać się zbyt apetyczny aby pozwolić mi zasnąć. Dlatego po masełko sięgałam szczególnie chętnie w ostatnim okresie przeziębień gdzie co chwila łapały mnie stany podgorączkowe. Ambrozja zaaplikowana na dekolt i ramiona sprawiała, że dużo chętniej oddychałam pełną piersią. Po prostu uśmiech na twarzy podczas choróbska. Znasz to? 😂


Skład (INCI): Butyrospermum Parkii (Shea) Butter (masło Shea), Cocos Nucifera (Coconut) Oil (olej kokosowy), Oryza Sativa (Rice) Bran Oil (olej ryżowy), Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil (olej z pestek winogron), Cera Alba (wosk pszczeli), Sesamum Indicum Seed Oil (olej sezamowy), Tapioca Starch (tapioka), Parfum (olejek zapachowy), Vitis Vinifera (Grape) Wine Extract (ekstrakt z czerwonego wina), Tocopheryl Acetate (witamina E), Hexyl Cinnamal, Butylphenyl Methylpropional, Limonene, Coumarin, Linalol, Citral.
  • Masło shea - zwane masłem życia, intensywnie odżywia i regeneruje skórę, pozostawiając na niej ochronny płaszcz lipidowy. Pomaga zachować wilgoć i zmniejszyć utratę wody, zapobiegając przesuszeniu i łuszczeniu się skóry, a tym samym poprawia jej elastyczność. Pomaga też redukować zmarszczki wywołane m.in. przesuszeniem naskórka.
  • Olej kokosowy - wykazuje silne działanie przeciwbakteryjne, a także wiruso- i grzybobójcze. Nadaje się do zwalczania infekcji, wysypek i egzem, pomaga w leczeniu drobnych skaleczeń i mikrourazów skóry oraz łagodzi świąd i ból po ukąszeniach owadów. Kwasy tłuszczowe zawarte w oleju kokosowym głęboko penetrują i odżywiają skórę.
  • Olej z otrąb ryżu - zawiera szereg aktywnych biologicznie składników - kwasy tłuszczowe omega-6 i omega-9, przeciwutleniacze, witaminę E, karoteny, koenzym Q10, skwalen, minerały. Dzięki temu, olej ryżowy wspomaga regenerację komórek i opóźnia procesy starzenia, poprawia napięcie skory, nawilża skórę, ma właściwości kojące. Nie uczula, bardzo łatwo się wchłania, nie pozostawia tłustych śladów na skórze.
  • Olej z pestek winogronu - zawiera bardzo dużo nienasyconych kwasów tluszczowych, które chronią przed utratą wody, ułatwiając wchłanianie substancji odżywczych, zapobiegają przedwczesnemu starzeniu się skóry, odżywiając i regenerując ją. Dodatkowo posiada właściwości łagodzące podrażnienia, więc może być stosowany nawet przy bardzo wrażliwej cerze. Z uwagi na wysoką zawartość witaminy E, poprawia jędrność i napięcie skóry.
  • Wosk pszczeli - bogaty w biologiczne czynne substancje , których idealna kompozycja pozwala na skuteczną pielęgnację nawet najwrażliwszych typów skóry. Zawiera proteiny, lipidy, węglowodany, witaminy, sole mineralne, mikroelementy. Wykazuje działanie nawilżające, natłuszczające, regenerujące i ochronne.
  • Olej sezamowy - ma mnóstwo potężnych przeciwutleniaczy, chroniące skórę przed wolnymi rodnikami. Posiada cenny, nienasycony kwas linolowy i inne kwasy tłuszczowe tego oleju działają na skórę nawilżająco, łagodząco i przeciwbakteryjnie.
  • Olejek zapachowy - to wysokiej klasy zapach spełniający dyrektywy Unii Europejskiej oraz normy IFRA.
  • Tapioka - skrobia z manioku, jest doskonałym nośnikiem zapachów, olejów i innych płynów nierozpuszczalnych w wodzie.
  • Ekstrakt z czerwonego wina - ekstrakt bogaty w kwasy organiczne takie jak: winowy, jabłkowy, szczawiowy, bursztynowy, cytrynowy i glicerynowy oraz witaminy C, PP, B, kwas foliowy, karotenoidy, proteiny i sole mineralne. Przyśpiesza wchłanianie przez skórę substancji czynnych. Działa silnie przeciwutleniająco.
  • Witamina E - posiada silne właściwości antyoksydacyjne, hamuje procesy starzenia się skóry. Działa jako tzw. "wymiatacz wolnych rodników:, chroniąc i zapobiegając w ten sposób uszkodzeniom błony komórkowej i przedwczesnemu starzeniu się skóry.
  • Hexyl Cinnamal - składnik kompozycji zapachowej
  • Butylphenyl Methylpropional - składnik kompozycji zapachowej
  • Limonene - składnik kompozycji zapachowej
  • Coumarin - składnik kompozycji zapachowej
  • Linalol - składnik kompozycji zapachowej
  • Citral - składnik kompozycji zapachowej

Mam mały zgrzyt, bo odnalazłam dwa teoretycznie podobne do siebie produkty. Mowa oczywiście o Ambrozji z Miodowej Mydlarni i o Fruity Mousse z Willow Organics. Nie jestem w stanie powiedzieć co bym wybrała.. wolała.. do którego częściej czy chętniej wracała.. do Willow czy Ambrozji. Chociaż teoretycznie ich przeznaczenie jest takie samo to są to dwa różne produkty. Każdy z  nich jest wyjątkowy i zaraz po skończeniu zaczyna mi brakować. To moje ukochane produkty, które sprawiają mi niesamowitą radość z użytkowania. Nie ma opcji aby coś zastąpiło Ambrozję, jak nie ma możliwości aby coś zastąpiło mi Willow.

Masełka Miodowej Mydlarni znajdziesz na stronie sklepu. Do Ambrozji z całą pewnością wrócę pomimo zapasów ale kusi mnie jeszcze masełko "dla królewny".. ciekawe dlaczego 😅

kwietnia 19, 2018

PŁATKI POD OCZY Z PŁATKAMI KWIATÓW OSMANTHUSA, CZYLI MEDYCYNA CHIŃSKA W WALCE O MŁODE SPOJRZENIE

PŁATKI POD OCZY Z PŁATKAMI KWIATÓW OSMANTHUSA, CZYLI MEDYCYNA CHIŃSKA W WALCE O MŁODE SPOJRZENIE

Strefa pod oczami z każdym mijającym rokiem wymaga bardziej intensywnej pielęgnacji. Tu coraz bardziej liczy się skuteczność, a nie zwykłe delikatne mizianie. Jednak moja okolica pod oczami najbardziej w kość dostała w okresie studiów. Nie przespane noce, wczesne wstawanie, imprezy studenckie.. a rano wory, że mogłam zeszyty chować. Już wtedy zaczęłam sięgać po płatki pod oczy i najbardziej zadowolona byłam z hydrożelowych od Efectimy. Rano prysznic, płatki, zjeść, ubrać się, makijaż, a oczy już doszły do stanu "mogę się ludziom pokazać i nikogo nie będę straszyć". 


Sęk w tym, że taka para płatków pod oczy zaczynała mi finansowo ciążyć. Niby zawsze kupowałam hurtową ilość na najlepszych promocjach ale mimo wszystko.. w takiej ilości przestało się to opłacać. Doszłam do wniosku, że lepszym rozwiązaniem dla mnie byłoby opakowanie kilkunastu płatków! Po co mam przepłacać za każde opakowanie.. za granicą bez problemu można dostać opakowania takich płatków, a ja męczę się jak pies z kulawą nogą, który nogę ma zdrową ale i tak kuleje. Dlatego podjęłam ryzyko i kupiłam w ciemno płatki Images. Nie wiele z rozumiałam z opisu ale tragedii nie ma.

Produkt stworzony jest w oparciu o płatki kwiatów Osmanthusa. Kwiaty te są cenione w medycynie chińskiej z uwagi na silne właściwości antyoksydacyjne, odmładzające, a także wykazuje działania antyrakowe. Ponadto w składzie doszukałam się ekstraktu z nasion owsa, który wykazuje działanie wzmacniające skórę, zmiękczające, nawilżające, sprzyjające regeneracji i łagodzące podrażnienia. Prawdopodobnie znajduje się tu również woda oraz gliceryna. Sądząc po niespecjalnie długim składzie.. jakiś strasznych rzeczy tu nie wpakowali.. chyba, że każdy znaczek to jeden składnik 😂


Plastikowe opakowanie z nakrętką było dodatkowo zabezpieczone warstwą aluminium. W zestawie znajduje się 80 płatków oraz szczypce do higienicznego wyjmowania. Płatki wykonane są z materiału i są bardzo dobrze nasączone. Od samego początku do niemal samego końca wciąż są bardzo dobrze nasączone esencją. Mimo otwierania i zamykania nie wysychają. Płatki przeznaczone są do nakładania na całą okolicę oczu. Czyli nie tylko pod okiem ale równie na powiekę.. i to już średnio mi odpowiada. Jeśli ktoś się uprze to to działa! Jak najbardziej! Jednak przy wszelkiego typu maseczkach zawsze lubię robić coś jeszcze. Bardzo rzadko zdarza mi się nałożyć maskę i leżeć plackiem. W przypadku płatków można zaaplikować je kompleksowo na powieki, wówczas zostaje niewielka przestrzeń aby móc oczy otworzyć ale wyłącznie w formie mrużenia.. czy dla się funkcjonować ale bez przesady. Osobiście podjęłam decyzję, że tak bawić się nie będę. Płatki przecinam na pół i kładę wyłącznie pod oczy. Dzięki temu z 80 sztuk zrobiło mi się 160! A to niemal pół roku codziennego użytkowania! Masakrycznie długo! Zważywszy, że płatków dzień w dzień nie nakładam.. raz.. może dwa razy w tygodniu. Czyli jedno opakowanie wystarczy mi na jakieś dwa lata. To nawet jak na mnie stanowczo za długo, dlatego gdy moje oczy wymagały mocniejszego działania płatki składałam na pół, a gdy chciałam działać wyłącznie doraźnie przecinałam. 


Obecnie mija prawdopodobnie nieco ponad pół roku z płatkami i jak? Nijak. Są ok ale bez rewelacji. Faktycznie wspomagają nawilżenie tej okolicy ale nawet przy codziennym użytkowaniu nie mogłabym zrezygnować z kremu. Nigdy nic złego z ich strony mnie nie spotkało dlatego zaczęłam ich używać bardziej dla zasady aby zużyć. Nie jest to produkt po który sięgałam z entuzjazmem ale od samego początku mam raczej przeciętne doświadczenia z płatkami pod oczy, które są wykonane na materiale. Zdecydowanie bardziej leżą mi wersje hydrożelowe, więc istnieje prawdopodobieństwo, że te płatki od początku były skazane na brak miłości z mojej strony.


Nic specjalnego z tej znajomości nie wyciągnęłam. Było jedynie "wporzo" i tyle. Jeśli już miałabym możliwość wyboru to wolałabym płatki hydrożelowe z Efectimy. Chociaż jedne i drugie mają chemiczny skład to przynajmniej Efectima na mnie działała ekspresowo. 


kwietnia 17, 2018

MASECZKA PRZYŚPIESZAJĄCA ODNOWĘ KOMÓRKOWĄ OD BANDI

MASECZKA PRZYŚPIESZAJĄCA ODNOWĘ KOMÓRKOWĄ OD BANDI

O ile w przypadku nawilżenia, regeneracji czy odżywienia skóry skłaniam się ku naturalnym składom maseczek, to w przypadku złuszczenia czy oczyszczenia były to do pewnego czasu maseczki bardziej chemiczne. Obecnie wiem, że maseczka naturalna o właściwościach złuszczających to nie tylko korund ale również naturalne enzymy z papai czy ananasa. Jednak jakiś czas temu wszystkie enzymatyczne maski czy peelingi uznawałam za słabe i nie warte wysiłku stąd też w moich progach kosmetycznych pojawiła się maska eksfoliująca z keratoliną od Bandi.


Od producenta:
Maska o kremowej konsystencji, idealna do każdego typu cery, także delikatnej i naczyniowej oraz łojotokowej. Skutecznie odblokowuje zamknięte pory oraz normalizuje proces wydzielania łoju, co powoduje zmniejszenie liczby zaskórników. Wpływa regulująco na metabolizm naskórka, przez co ujędrnia go i wygładza. Po zastosowaniu maski skóra staje się jedwabiście gładka, rozjaśniona i miła w dotyku. Niezwykle silnie i skutecznie złuszcza zrogowaciały naskórek, a także zmniejsza spoistość komórek warstwy rogowej naskórka, czego efektem jest przyśpieszenie odnowy komórkowej, a także zintensyfikowanie wchłaniania substancji aktywnych, które naniesiemy na skórę po zmyciu maski.


Mam niemały dylemat z tą maską. Z całą pewnością mogę już teraz oświadczyć, że do niej nie wrócę ale pomimo niezbyt zachwycającego składu na początku przygody byłam przekonana, że będę chciała kupić ją ponownie, ponownie i ponownie. Oto cała moja filozofia jeśli chodzi o pisanie postów.. zawsze pod koniec opakowania! Na początku możemy się zachłysnąć efektami lub je wyolbrzymiać.. w końcu nowiutki produkt, jeszcze nie śmigany, 5 sekund temu wyjęty z kartonika.. i ten zapach świeżości.. kto tego nie lubi? Teraz nie wiem, czy na początku maska wywołała u mnie takie sympatyczne zauroczenie czy faktycznie działała znacznie lepiej, a z czasem tych cudnych efektów mi zabrakło.

Co do większości opisu producenta z łatwością mogę się odnieść. Lekka kremowa konsystencja. Zapach kremowo-chemiczny, na szczęście nie intensywny. Co do stosowania na skórę wrażliwą nie jestem przekonana.. lepiej zachować ostrożność. Z pewnością nie odblokowuje porów, a przynajmniej nie w takim stopniu jakbym sobie tego życzyła. Nie zauważyłam również aby jej systematyczne użytkowanie miało jakiś wpływ na poprawę stanu skóry pod względem niedoskonałości. Z początku zachwycił mnie efekt wygładzenia skóry. Wszelkie suche skórki znikały, a skóra była jedwabiście wygładzona i przyjemna w dotyku.. ale już w połowie opakowania tego efektu zaczęło mi brakować i coraz mniej chętnie zaczęłam po nią sięgać. Początkowo zalecane 15 minut przez producenta było jak najbardziej wystarczające ale później nawet pół godziny nic szczególnego nie dawało... a nie.. dawało.. z czasem maska zaczyna migrować.


Delikatnie szczypie po chwili od nałożenia w bardziej wrażliwych obszarach, a już szczególnie w miejscach podrażnionych. Dlatego nie mam pewności czy z wrażliwą cerą obejdzie się łagodnie ale byłabym w tym przypadku bardziej czujna. Skóra się pod nią nie poci, mam wrażenie, że oddycha ale przez cały czas towarzyszy uczucie mokrej twarzy. Nie zastyga, nie spływa, z czasem delikatnie się wchłania, a przy większej ilości jakby się rozpuszcza.. i migruje.. dokładnie tak jakby jej się zaczynała nudzić i nabrała chęci na zwiedzanie. Nie liczy się z tym, że jasno określiłam jej granice. Ma to gdzieś. Włazi takie koromysło do oczu, ust.. bo przecież gardło to zabytek, który trzeba koniecznie odwiedzić.. a nawet do nosa. I to mnie wnerwia.

Opakowanie proste i bardzo funkcjonalne. Świetna pompka. Łatwa i przyjemna aplikacja. Sama maska dość wydajna. Jej ściągnięcie wymaga trochę czasu, bo jednak trochę trzeba się namachać ale w jej przypadku najłatwiej sięgnąć po gąbkę celulozową lub ściereczkę muślinową i problem z głowy. Maska nigdy mnie nie podrażniła, nie uczuliła, nie zapchała i o ile z początku efekty mnie zachwycały to z czasem zupełnie ich zabrakło. Obecnie skóra jest za mało odświeżona, wciąż doszukać się mogę suchych skórek z którymi wcześniej radziła sobie świetnie, nawet gładkość skóry nie jest taka jak na początku. Do tego dochodzi skład, który nie napawa mnie dumą, chociaż kilka naturalnych składników można wyłapać.

Skład (INCI): Aqua/Water, Caprylic/Capric Triglyceride, Glycerin, Ethylhexyl Stearate, Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Dimethicone, Arachidyl Alcohol, Cetearyl Alcohol, Allantoin, Magnolia Biondii Flower Extract, Magnolia Biondii Bar Extract, Bacillus Frement, Behenyl Alcohol, Polyacrylamide, Propylene Glycol, C13-14 Isoparaffin, Arachidyl Glucoside, Butylene Glycol, Laureth-7, PEG-8, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, Citric Acid, Parfum/Fragrance, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Cinnamyl Alcohol, Euhenol, Hydroxyxitronellal, Geraniol, Butylphenyl Methylpropional, Linalool, Benzyl Benzoate, Hexyl Cinnamal, Limonene.


Bardzo rzadko zdarza mi się w trakcie użytkowania zmieniać zdanie o produkcie. Jeśli już jest to wynikiem zmiany metody aplikacji albo łączenia z innymi produktami ale w tym przypadku od początku maska jest aplikowana tak samo, termin ważności wciąż aktualny (wrzesień 2018), a jednak coś tu przestało działać. 

Zdarzyła Ci się tak drastyczna zmiana poglądu wobec produktu?


Copyright © 2014 Kosmetyczny Fronesis , Blogger