listopada 23, 2017

YANKEE CANDLE - SWEET PEACH

YANKEE CANDLE - SWEET PEACH

Rzadko zdarza mi się nie zapisać skończonego postu.. ale i tak bywa. Jeśli ma to miejsce na początku.. ok.. przeżyję. Jeśli dotyczy to postu, który pisze mi się z wielką łatwością i lekkością.. ok.. przeżyję i napiszę jeszcze lepszy. Jednak gdy ma to miejsce z produktem, który zasługuje wyłącznie na same bluzgi to mam chęć rwać włosy z głowy.. bo po prostu nie lubię pisać negatywnych opinii. Taka sytuacja miała miejsce z postem o wosku Yankee Candle Summer Peach. Jak obstawiasz? Love or Hate?


Doprawdy już nie pamiętam skąd mam ten wosk. Wiem, że na początku przygody z woskami niewielką ich ilość zamówiłam ze sklepu internetowego, sporą część dostałam w ramach rozdań, ale przede wszystkim po kilku wtopach staram kupować się stacjonarnie. Po ostatnim koszmarnym spotkaniu z zapachem Olive & Thyme, miałam okrutną chęć na coś co mnie zachwyci, coś co przeniesie mnie do ciepłych, letnich dni. Czyż Summer Peach nie brzmi jak idealny wybór?


Z całą pewnością nie jest to zapach, który zachwycił mnie przez opakowanie. Spodziewałam się prawdziwej eksplozji soczystych brzoskwiń dojrzewających w słońcu.. ale zapach wydał się dość mdły. Jednak wiem, że po rozpaleniu zapachy potrafią pokazać swą ukrytą naturę i szczerze na to liczyłam. Niestety po roztopieniu wosku było tylko gorzej. Brzoskwinia okazała się mdła i zupełnie nijaka. Być może to nuty wanilii i piżma kolidują z soczystą brzoskwinią.. ale tak po prawdzie to zupełnie nic tu do siebie nie pasuje.


Z każdym kolejnym odpaleniem kawałka wosku było tylko gorzej. Wraz z ostatnią częścią stwierdzam, że jedyne co czułam to krem do rąk, który zaaplikowałam przed odpaleniem wosku. Chyba nawet podświadomie wyparłam ten zapach, bo zupełnie przestałam go czuć. Głęboki wdech.. i wydech.. wdech.. wydech.. nie! kompletnie go nie czuję. Szkoda czasu.

Tęsknisz za latem?
A może lubisz długie jesienne wieczory?


listopada 21, 2017

ACHAE - NATURALNY PEELING DO CIAŁA GREEN TEA W NOWYM WYDANIU

ACHAE - NATURALNY PEELING DO CIAŁA GREEN TEA W NOWYM WYDANIU

Nie lubię się powtarzać. Zwyczajnie mnie to irytuje choć uważam się za osobę wyjątkowo cierpliwą. Dotyczy to również kosmetyków.. jednak z tą różnicą, że o dobrych i fajnych produktach mogę gadać/pisać w kółko, a o tych kiepskich i całkowitych bublach niekiedy trudno skleić mi recenzję. Podobnie jest w tym przypadku. Z tym, że o peelingach Achae już pisałam, w związku z czym nastaw się z góry na entuzjastyczny wpis.


O peelingu Achae piszę ponownie ale nie bez powodu. W zasadzie nic się nie zmieniło od ostatniej recenzji jeśli chodzi o użytkowanie ale o formie wizualnej jaką przeszły opakowania zdecydowanie warto wspomnieć, czy poświęcić im osobny wpis. To może zbytnia nadgorliwość z mojej strony.. ale przyznaj szczerze.. czy te dwa poprzednie zdjęcia nie poruszyły Twojego serca?

Zdaję sobie sprawę z tego, że nie każdy może pamiętać wpis z sierpnia i zakładam, że nowe osobistości (kłaniam się) nie zawsze przeglądają archiwum bloga więc ponowie przedstawię swoje doświadczenia z peelingiem Achea.

Marka Achae oferuje nam sześć wersji peelingów:
Każdy z nich wykonywany jest ręcznie i wyłącznie z naturalnych składników. Zapachy każdego z nich są niezwykle naturalne, pozbawione sztuczności i przesadnej słodyczy, która często ma wpłynąć na nasz przychylny odbiór.


Od producenta:
Brązowy cukier złuszcza martwy naskórek. Zielona herbata dodaje skórze blasku. Olejek migdałowy ma właściwości przeciwzapalne. Olejek grapefruitowy pomaga pozbyć się wyprysków.

Skład (INCI): Sucrose, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Camellia Sinensis Leaf Powder, Citrus Grandis (Grapefruit) Oil.

Zielony peeling.. nie wiem czemu wciąż mnie to zaskakuje.. ale trzeba przyznać, że jest to dość nietypowy kolor dla kosmetyków. Wielbicielki prawdziwej zielonej herbaty (bez cukru) z pewnością pokochają jego zapach. Tu producent nie mami nas słodyczą.. tylko wali kawę na ławę.. a raczej zieloną herbatę w nieco gorzkim wydaniu z nutą skórki grapefruta. 
To zdecydowanie orzeźwiający zapach. O ile w okresie letnim bardziej przekonywały mnie zapachy słodkich cytrusów to przy obecnej jesiennej aurze nawet one nie są wstanie dodać mi energii. Za to Green Tea ma w sobie tę moc. A może raczej:

Mam tę moc! Mam tę moc! ...
Tak! Bo ten zapach mimo pewnej cierpkości naturalnej zielonej herbaty sprawia, że mam więcej energii i chęci. Ba! Nawet mam ogromne pokłady chęci na ponowne eksperymenty z piciem zielonej herbaty.. w końcu to najzdrowsza z opcji!


Green Tea to jedyny peeling w ofercie Achae, którego bazę stanowi cukier. Konsystencja jest niemal mokra, a gdy jej dotkniemy na palcach pozostaje ślad po olejkach. Peelingu używam najczęściej na lekko zwilżoną skórę lub moczę jedynie dłonie i rozprowadzam peeling. Dzięki temu drobinki o wiele wolniej poddają się rozpuszczeniu, a produkt sam w sobie ma wówczas większą moc złuszczania. Jednak pokochałam go nie tylko za naturalny skład, zapach i wspaniałe właściwości ale również za cudowne opakowanie. To właśnie opakowania produktów Achae uległy zmianie i całkowicie zawładnęły moim sercem.


Poprzednio do czynienia miałyśmy z papierowym opakowaniem w dość minimalistycznym wydaniu ale nie można było mu zarzucić tego, że się nie sprawdza. Bez problemu peeling było można zabrać pod prysznic i bez przeszkód przeżywał takie tortury. Obecnie peelingi pakowane są w słoiczki ręcznie zdobione. Każdy z nich posiada odpowiadającą wnętrzu grafikę, ozdobny jedwabny sznurek i dołączoną etykietę. Całość prezentuje się fenomenalnie!



Niby zmiana samego opakowania ale sprawiła, że w mojej łazience to właśnie Achea ostatnio wiedzie prym. Cóż.. ewidentnie jestem bardzo płytkim i powierzchownym człowiekiem ale jak przejść obojętnie wobec tak uroczego opakowania? Wiedząc, że zostało wykonane ręcznie z wielką starannością i sercem? A do tego równie cudowna zawartość, która kompleksowo dba o skórę złuszczając ją i nawilżając. To jak przejść niewzruszona obok szczeniaczka.. wiem, że mnie rozumiesz.


Radość moja jest tym większa, że to małe dzieło sztuki pozostanie ze mną na długo o ile uchronię je przed mężem, któremu zdarza się moje szklane kosmetyki strącić na podłogę.. póki co jeszcze żaden produkt takiego spotkania nie przetrwał 😐

W poście Achae - Naturalne peelingi do ciała, przegląd znajdziesz porównanie dostępnych peelingów zarówno pod kątem zapachu jak i konsystencji. A tu pozwoliłam sobie rozpłynąć się na zmianą jaką marka wprowadziła.. bo jestem zachwycona!

Również jesteś podatna na wygląd opakowań?
Tu na szczęście nie trzeba wybierać między jakością produktu, a wyglądem opakowania.


listopada 19, 2017

ECOLAB - BRAZYLIJSKI OLEJEK POD PRYSZNIC. CZYLI OLEJEK, KTÓRY Z OLEJKIEM NIEWIELE MA WSPÓLNEGO

ECOLAB - BRAZYLIJSKI OLEJEK POD PRYSZNIC. CZYLI OLEJEK, KTÓRY Z OLEJKIEM NIEWIELE MA WSPÓLNEGO

Nic tak nie wprowadza mnie w konsternację jak nazwa tej marki. Odnoszę wrażenie, że już nikt nie wie jak się nazywa: EO LAB, EC LAB, ECOLAB, a może EO LABORATORIE? Zakładam, że dystrybutor wie najlepiej, a na polskiej etykiecie widnieje Ecolab więc na potrzeby postu przyjmijmy, że mamy do czynienia z Ecolab, choć i tak bardziej liczy się to co jest w środku, a do czynienia mamy z olejkiem pod prysznic.. ponownie!


Od producenta:
Brazylijski olejek pod prysznic - relaksujący- zawiera ponad 95%składników pochodzenia roślinnego. Wysoka zawartość naturalnych olej (ponad 10%) zapewnia odpowiednie nawilżenie i natłuszczenie skóry ciała, dzięki czemu nie trzeba po kąpieli używać mleczka lub balsamu. Wchodzące w jego skład- organiczny olej że słodkich migdałów,  organiczny olej ż ziaren kakaowca, ekstrakt wanilii- nawilżają, tonizują, odmładzają, ujędrniają skórę ciała, relaksują i poprawiają nastrój. Olej ma delikatną tekstury i trwały, przyjemny zapach.
Produkt nie zawiera silikonów i parabenów oraz syntetycznych barwników i konserwantów.


To nie jest moje pierwsze spotkanie z olejkiem pod prysznic z Ecolab. Jakiś czas temu przetestowałam wszystkie wersje zapachowe tych olejków i porównałam ich zapachy w jednym poście. Wersję brazylijska zostawiłam sobie na chłodniejszy okres z racji tego, że najbardziej zapachem wpisuje się w tą aurę. Mam wrażenie, że powtarzam się do znudzenia ale zwyczajnie lubię ciepłe otulające zapachu zimą, co nie oznacza, że przeszkadzają mi jakoś szczególnie latem ale i tak z przyjemnością je dzielę na letnie i zimowe, choć niektóre są mega uniwersalne lub tak piękne, że ciągle chcę ich używać 😍


Nie jest to typowy olejek pod prysznic. Mam wrażenie, że ta nazwa jest zupełnie przypadkowa lub wcale nie przemyślana. Bardziej odpowiednie byłoby nazwanie produktu mleczkiem pod prysznic, bo właśnie taka ma konsystencję.. ale po co się wysilać ? Równie dobrze można nazwać go "pustak ceramiczny", "atrament", "koniczyna".. to przecież tylko nazwa, która nie musi mieć nic wspólnego z zawartością. A może producent nie wie jak wygląda produkt? Nie ważne.. 


Olejek w zasadzie wcale nie wytwarza piany. Jest bardzo przyjemny w użytkowaniu, skórze nadaje poślizg przez co jest niezwykle przyjemna i gładka. Pomimo braku piany, która przecież kojarzy się z czystością to świetnie oczyszcza. Oczywiście nie usunie obumarłego naskórka bo to nie jest peeling.. ale oczyści skórę i będzie dla niej niezwykle łagodny i delikatny. W okresie letnim po jego użyciu niemal zawsze odpuszczałam sobie dodatkowe zabiegi nawilżające. Moja skóra w tym okresie nie jest specjalnie wymagająca. Obecnie również mogłabym sobie darować co jakiś czas nawilżanie ale mam za duże zapasy balsamów do ciała 😅 Największy problem blogerki ? Brak miejsca na półkach😂


Dobrym pomysłem jest pozostawienie produktu na chwilę na skórze. Po jego spłukaniu mam wrażenie, że skóra jest bardziej ukojona i odżywiona. To szczególnie fajna opcja po opalaniu. Za to w chłodne wieczory produkt rzeczywiście pozostawia skórę lekko nawilżoną, co doceniam w równie dużym stopniu co latem. Naprawdę bardzo lubię ten produkt ale są dwa aleee..

Zapach po spłukaniu jest niemal nie wyczuwalny i akurat z tego powodu nie cierpię szczególnie, bo nie jest to zapach nad którym się rozpływam. Z całej piątki zapachów to właśnie brazylijski najbardziej mi odpowiada ale wciąż nie zachwyca. Pachnie kakaowcem ale jakby z dodatkiem oranżady 😱 Lubię ten zapach ale to typ zapachu o którym szybko zapominam. Zdecydowanie marka powinna nad tym popracować, bo produkt sam w sobie jest bardzo fajny.


Drugie aleee.. jego wydajność określiłabym jako słabą w kierunku WTF? Serio? Pojemność 250 ml niby nie budzi wątpliwości ale produkt sam w sobie jest bardzo mało wydajny. W moim przypadku jest to okres niecałego miesiąca użytkowania, a w okresie letnim gdy prysznic często biorę dwa razy dziennie nawet dwóch tygodni.. i tu zaczyna mi się nie kalkulować.

Skład (INCI): Avena Sativa Water, Organic Prunus Amygdalus Oil,Organic Theobroma Cacao Oil, Cocamidopopyl Betaine, Sodium Coco Sulfate, Vanilla Planifolia Extract, Glycerin, Organic Cananga, Xanthan Gum, Perfum, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Sorbic Acid


W zasadzie od poprzedniego posta niewiele się zmieniło. Wciąż uważam te produkty za bardzo przyjemne w użytkowaniu. Jedyne zastrzeżenia mam co do zapachów, które nie są szczególnie pozwalające ani kuszące oraz wydajności. Wersja brazylijska to do dla mnie najlepszy wybór z całej piątki i jeśli bym miała do któregoś wrócić to byłaby to właśnie ta wersja. 

A dla odświeżenia pamięci, która jest niezwykle krótka.. i czasem "chwała za to!" :

Znasz produkty Eco Lab?
Coś Ci się sprawdziło? 
A może trafiłaś na bubla?


listopada 17, 2017

BALEA - WODA W SPRAYU. CZYLI JAK ZWYKŁA WODA MA SIĘ W STOSUNKU DO WÓD TERMALNYCH ?

BALEA - WODA W SPRAYU. CZYLI JAK ZWYKŁA WODA MA SIĘ W STOSUNKU DO WÓD TERMALNYCH ?

Z marką Balea jak do tej pory miałam dość przeciętną relację. W pełni jestem w stanie zrozumieć zachwyty nad żelami do kąpieli i piankami, choć na mnie aż tak nie podziałały.. ale w przypadku pielęgnacji twarzy jest już dużo gorzej. Do testów wybrałam dość bezpieczny wariant czyli piankę do oczyszczania ale na jej temat nie mam nic miłego do powiedzenie. Zatem woda w sprayu zdecydowanie ma utrudniony start.


Wodę w sprayu Balea kupiłam będąc na krótkim wypadzie w Słowacji, gdzie odwiedziłam drogerię DM. Produkt ten polecała Moniki z bloga Mama z różową torebką, a taka rekomendacja w zupełności mi wystarczy..tym bardziej, że woda znalazła się w ulubieńcach lutego 2017!

Nie jest to produkt o cudownych właściwościach pielęgnacyjnych, w zasadzie nie ma żadnego specjalnego wpływu na moja cerę. W środku znajdziemy zwykłą wodę i to być może nawet nie źródlaną, bo o tym producent nic nie wspomina. Podejrzewam jednak, że jest to woda w odpowiedni sposób oczyszczona. Brak tu jakiś wspaniałych dodatków mineralnych jak w przypadku produktów Uriage, Caudalie, La Roche Posay itp, .. co nie oznacza, że jest zła.


Produkt namiętnie stosuje przy maseczkach ze szczególnym naciskiem na glinkowe maski, które stosunkowo często potrafią moją skórę podrażnić i przesuszyć. Po wodę sięgam również przy wieczornej pielęgnacji gdy na mojej twarzy ląduje kilka różnych produktów: tonik, aloes, serum, krem. Po zastosowaniu wody mam wrażenie, że te wszystkie warstwy lepiej się łączą i wchłaniają w skórę. Równie chętnie sięgam po nią przy maseczkach w płacie. Gdy nie chcę jeszcze zdejmować maseczki spryskuje ją wodą Balea co daje mi dodatkowe minuty relaks.. jakże cennego relaksu! Używam dla ukojenia skóry, odświeżenia, a często zastępuje nim mgiełkę do utrwalania makijażu.

Na wielką pochwałę zasługuje bardzo dobrej jakości atomizer. Nie powstydziłyby się go marki wysokopółkowe! Założę się, że już nieraz prysnęłaś sobie w oko beznadziejnym rozpytlacze, czy to tonikiem, wodą termalną, hydrolatem, utrwalaczem makijażu itp. Ja zazwyczaj mam styczność z dwoma typami rozpylacza. Wspomnianym psikaczem punktowym (z modlitwą "tylko nie w oko") lub rozpylaczem kołowym, czyli urypane są włosy, uszy, szyja, ubranie i ewentualnie góra czoła i broda.. a centralna część twarzy dziewiczo sucha. Nie w tym przypadku! Aż łezka się w oku kręci na myśl, że jednak da się stworzyć cudną mgiełkę. 


Już słyszę jak chlupoczą mi resztki produktu i nie sądziłam, że będę go aż tak oszczędnie używać.. ale i on zaraz dobije dna. Szkoda, że nie ma go stacjonarnie w naszych drogeriach, bo bardzo chętnie bym do niego wracała. Jeśli będzie taka okazja to chętnie do niego wrócę, bo mimo braku cudownych właściwości na moją skórę to traktuje go jako gadżet pielęgnacyjny, który spisuje się świetnie. Wpływa na uprzednio nałożone produkty , a to mnie w zupełności satysfakcjonuje.

Używasz wód termalnych?
Masz swoje ulubione?


listopada 15, 2017

JOICO - DEEP-PENETRATING RECONSTRUCTOR. DROGA DO PIEKNYCH WŁOSÓW?

JOICO - DEEP-PENETRATING RECONSTRUCTOR. DROGA DO PIEKNYCH WŁOSÓW?

"Rekonstrukcja włosów".. prawda, że brzmi bardzo chwytliwie? Czy też masz wrażenie, że niektórzy producenci prześcigają się w wymyślaniu opisów i nazw swoich produktów, które mają zadziałać na naszą wyobraźnię. W końcu jakieś nano- turbo- mikro- nawilżenie to nie zwykłe nawilżenie tylko takie mega dogłębne niemal do samych kości. Bo po co nawilżać skórę skoro można zrobić to przez wszystkie tkanki? Ale trzymajmy się tematyki włosów, bo o nich jest post. Rekonstrukcja włosów? Czy jest to w ogóle możliwe? Jak słynny, czy wręcz kultowy produkt marki Joico Deep-Penetrating Reconstructor sprawdził się na moich rozjaśnianych włosach.


Od producenta:
Deep-Penetrating Reconstructor jest polecany dla wszystkich typów włosów, klientów oczekujących natychmiastowej odbudowy zniszczonych włosów, włosów zniszczonych obróbką termiczną, środkami chemicznymi i szkodliwymi wpływami środowiska, włosów zmęczonych, łamliwych i delikatnych.

Właściwości:
Wyższe stężenie kompleksu Quadramine, najlepszy preparat rekonstruujący włosy, naprawia strukturę włosa białkami naładowanymi dodatnio i ujemnie, dostarcza włosom 19 aminokwasów w celu odbudowy ich uszkodzonych lub zniszczonych fragmentów, nie wypłukuje koloru, pH: 4,5-5,5

Wzmocnione włosy stają się gładkie, elastyczne i błyszczące, świadczące o swej sile witalnej. Odbudowane i odżywione włosy stają się bardziej sprężyste i łatwiejsze do ułożenia.


Wiesz, że z naszych włosów można wyczytać historię zdrowia? Im bardziej dbamy o nasze zdrowie i nie cierpimy na niedobory cennych minerałów tym nasze włosy będą zdrowsze. Nie oznacza to jednak, że jeśli zaraz pójdziesz do kuchni wyrzucisz niezdrowe rzeczy, zrobisz zakupy bogate w świeże i zdrowe jedzenie to po jednej kolacji i śniadaniu będziesz miała piękne błyszczące i zdrowe włosy aż po same końce. Po miesiącu.. też nie. Po pół roku.. też nie. Jasne.. włosy będą zdrowsze ale nie te które wyhodowałaś na żarciu z Maca. Niestety zdarza się, że w wyniku stresu czy przebytej choroby nasze włosy będą miały trudniejszy okres.. co potrafią dosadnie pokazać. Często również niewłaściwa pielęgnacja, za duża dawka protein, za mała dawna nawilżania itp mogą doprowadzić nawet zdrowe włosy do kiepskiego stanu. Jednak jedną z najgorszych rzeczy jakie można im zrobić to.. rozjaśnianie!  

Tak! Torturuję moje włosy rozjaśnianiem przynajmniej raz w roku. Farbuję włosy minimum 3-4 razy w roku. Używam suszarki i prostownicy kilka razy w miesiącu.. i lubię kąpać się w ciepłej wodzie, bo jestem zmarzluchem. A włosy niech się dostosują, bo niczego zmieniać nie zamierzam 😎


Po Deep-Penetrating Reconstructor sięgnęłam zachęcona pozytywnymi opiniami. Z miejsca kupiłam największe dostępne opakowanie mimo, że był to mój pierwszy produkt marki Joico. Ot, po prostu niektóre marki z miejsca wzbudzają ogromne zaufanie.. na pewno wiesz o czym piszę 😉 albo.. przemówiła do mnie kolorystyka starego złota, która cudownie się prezentuje i zadziałała na mnie jak magnes. Cóż, może lepiej nie wnikać w kobiecą logikę.. ale w teorię odbudowy włosów już tak.

Dość ogólnie odżywki/maski do włosów dzieli się na: proteinowe (odbudowa), emolientowe (ochrona) i humektantowe (nawilżające). Cała trójka jest bardzo istotna w pielęgnacji włosów i warto zwracać uwagę na to aby takie trio mieć u siebie w łazience. Natomiast to jakiej odżywki czy maski nasze włosy będą potrzebować w danej chwili jest już kwestią bardzo indywidualną. Na drogeryjnych półkach niemal 90% produktów to dział proteinowy. Niby dobrze, bo to proteiny zapewniają naszym włosom odbudowę ale ich nadmiar spowoduje, że będą wyglądać na suche i drutowate. Dlatego warto zachować równowagę. 

W większości produktów do włosów znajdziemy Keratynę. Jeśli będziesz miała więcej szczęścia to trafisz na hydrolizowane proteiny mleka, pszenicy, jedwabiu, białko soi czy kolagen. To wszystko to proteiny. Problem w tym, że nasze włosy zbudowane są nie tylko z protein ale także z aminokwasów. Starając się uzupełnić ubytki we włosach wymienionymi proteinami to tak jakbyś jadła dziesiąte ciasto niczym nie popijając.. a często już przy drugim zaczyna mdlić. 

Dlatego bardzo istotną kwestią w odbudowie włosów jest to aby zadziałać kompleksowo. Aminokwasy mają większą zdolność przenikania, a w połączeniu z proteinami tworzą naprawdę dobrą kombinację wypełniającą mikro uszkodzenia w naszych włosach. Jak na razie nie znalazłam żadnej maski ani odżywki drogeryjnej, która w składzie zawierałaby porcję aminokwasów.  Peptydy czyli aminokwasy syntetyczne jak łatwo się domyśleć nie są pochodzenia naturalnego, co często wpływa na cenę produktów w których się znajdują. Większość takich produktów jest dostępna w salonach fryzjerskich ale obecnie do takich produktów również mamy łatwy dostęp.


Co znajdziemy ciekawego w składzie Deep-Penetrating Reconstructor? Cztery rodzaje keratyny uzupełnione o porcję czterech różnych peptydów i to dość wysoko w składzie! To sprawia, że produkt jest typowo proteinowy ale znajdziemy tu znacznie więcej cennych składników m.in.
  • Olej z krokosza barwierskiego, bogaty w nienasycone tłuszcze, które są skutecznymi składnikami nawilżającymi. Olejek ten naśladuje działanie naturalnie wydzielanego sebum i chroni włosy przed działaniem szkodliwych czynników zewnętrznych,
  • Wyciąg z owoców gruszki właściwej, zawiera dużo potasu ale także fosfor, wapń, magnez, sód, miedź, żelazo, bor oraz jod. Wykazuje działanie wygładzające, kojące, nawilżające i rewitalizujące,
  • Olej z tunga molukańskiego, zawiera dużą ilość kwasów nienasyconych. Regeneruje i wygładza,
  • Olej z nasion drzewa kukui - bogaty w nienasycone kwasy tłuszczowe, działa zmiękczająco i nawilżająco, nie pozostawia tłustej warstwy,
  • Aloes - bogaty w wapń, potas, sód, żelazo, magnez, cynk i chrom. Pozostałe składniki, które się w nim znajdują to kwasy tłuszczowe, witaminy A,C i E, enzymy i aminokwasy. Posiada działanie nawilżające i zmiękczające,
  • Olej z wiesiołka dwuletniego - posiada właściwości naprawiające i dogłębnie regenerujące włosy. Jest ratunkiem dla bardzo zniszczonych, przesuszonych i rozjaśnianych włosów. Działa zmiękczająco, zapobiega wypadaniu włosów, doskonale nawilża. Stanowi bogate źródło niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych,
  • Witamina E - wykazuje silne właściwości antyoksydacyjne, odżywcze, wzmacniające i ochronne,
  • Kwas hialuronowy - utrzymuje wilgoć i odżywia,
  • Glikolipidy - poprawiają elastyczność włosów oraz je nawilżają,
  • Gliceryna - działa silnie hydrofilowo i higroskopijnie. Ma zdolność przenikania w głębsze warstwy. Zatrzymuje wilgoć.
Skład (INCI): Water, Stearamidopropyl Dimethylamine, Mineral Oil, Glycol Stearate, PEG-8 Distearate, Sodium Chloride, Ceteth-2,  Pentapeptide-29 Cysteinamide, Pentapeptide-30 Cysteinamide, Tetrapeptide-28 Argininamide, Tetrapeptide-29 Argininiamide, Keratin Amino Acids,   Hydrolyzed Keratin,  Hydrolyzed Keratin PG-Propyl Methylsilanediol, Cocodimonium Hydroxypropyl Hydrolyzed Keratin,  Carthamus Tinctorius (Safflower) Seed Oil, Psidium Guajava Fruit Extract, Aleurites Moluccans Seed Oil, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Oenothera Biennis (Evening Primrose) Oil, Tocopheryl Acetate, Hyaluronic Acid, Glycolipids, Myristyl Myristate, Citric Acid,  Sorbic Acid, Stearyl Alcohol, Cetyl Alcohol, Yeast Extract/Faex/Extrait De Levure, Glycerin, Allantolin, Sodium Ascorbyl Phosphate, Thioctic Acid, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Methylparaben, Propylparaben, Limonene, Benzyl Alcohol, Coumarin, Fragrance.

Chociaż bazę stanowią tu substancje odbudowujące włosy, to towarzyszą im także substancje działające ochronnie w formie olejków oraz substancje nawilżające. Spodziewałaś się tylu dobroczynnych składników?


Sam produkt jest dość rzadki przez co zawsze przed otwarciem wstrząsam opakowaniem w celu wymieszania składników.. i to chyba jedyny zarzut jaki mogę mieć. Zapach.. jakby bananowy.. bardzo przyjemny. Bezproblemowa aplikacja i szybkie wchłanianie się, a włosy wyraźnie odżywione i gładkie. Częstotliwość stosowania "rekonstruktora" w moim przypadku to raz ewentualnie dwa razy w miesiącu! Ale to akurat uzależnione jest od stanu moich włosów, a przede wszystkim zabiegów jakim były poddawane. Częstsze stosowanie przyczyniłoby się do przeproteinowania moich włosów.. ale krzywdę można równie dobrze zrobić sobie drogeryjnymi produktami. 

Moje włosy na długości mają różną porowatość. U nasady są gładkie, błyszczące, a im niżej tym ich porowataść wzrasta z uwagi na zabiegi jakim są ciągle poddawane. Wiąże się to z tym, że włosy u nasady bardzo trudno łapią farbę, a końce poddają się znacznie łatwiej. To samo dotyczy wszelkich produktów odżywczych. W związku z czym bardzo rzadko nakładam odżywki/maski na całą długość włosów, a jedynie od połowy długości. Przy różnorodnej porowatości włosów warto zdawać sobie sprawę z tego, że włosy inaczej będą "chwytać" składniki masek. O ile włosy wysokoporowate robią to niemal błyskawicznie, to niskoporowate potrzebują znacznie więcej czasu. Jeśli jesteś posiadaczką wysokoporowatych włosów być może 2-3 minuty z odżywką proteinową będą satysfakcjonujące. W moim przypadku jest to często 10-15 minut. Przy pierwszym użyciu Deep-Penetrating Reconstructor zagościł na moich włosach około 3 minut. Efekty były zauważalne ale spodziewałam się czegoś więcej. Przy kolejnym użyciu zostawiłam Rekonstruktor na 15 minut.. i to było TO! Po nieco szorstkich końcach nie było śladu. Włosy stały się miękkie, odżywione i błyszczące, dzięki czemu od roku do fryzjera na podcięcie chodzę tylko po to aby odświeżyć włosy, a nie po to aby usunąć zniszczone końce.


Deep-Penetrating Reconstructor już co najmniej dwukrotnie znalazł się w ulubieńcach miesiąca i nie bez powodu. To mój jedyny proteinowy produkt do włosów! Pozostałe odżywki i maski to głównie produkty z dużą ilością różnych olejków, maseł i ekstraktów stosowanych w celu ochrony włosów oraz maski typowo nawilżające z aloesem, miodem, gliceryną, mocznikiem czy kwasem hialuronowym wysoko w składzie. Odpuściłam sobie całkowicie drogeryjne maski proteinowe z tego względu, że w składach zawierają tylko substancje o większych cząsteczkach, które nie są w stanie wniknąć w głębsze warstwy struktur włosa. Natomiast Deep-Penetrating Reconstructor wysoko w składzie zawiera substancje o małych masach cząsteczkowych, zapewniając mi kompleksową naprawę uszkodzeń włosów.

Deep-Penetrating Reconstructor dostaniesz m.in. w sklepie Miasto Włosów obecnie w dwóch pojemnościach: 50 ml oraz 150 ml. Pojemność 50 ml jest chwilowo niedostępna ale jeśli się nie mylę jej koszt to około 30 zł. Taka pojemność z powodzeniem wystarczy na kilka użyć w zależności od potrzeby i długości włosów. Za to 150 ml pojemność to koszt 80 zł i jak dla mnie wydatek jednorazowy na minimum rok użytkowania.

Wiem, że dla niektórych osób cena produktu może okazać się przesadzona, czy zaporowa. Osobiście uważam, że produkt jest wart swojej ceny. Moje opakowanie to aż 250 ml (chyba obecnie już taka pojemność nie jest w sprzedaży) i wystarczyło mi na pełny rok użytkowania.. chociaż kilka ładnych próbek poszło w świat. Przy częstotliwości około 1,5 raza na miesiąc uważam to za świetny wynik zważywszy na to jaką mam długość włosów.

Przy każdej wizycie u fryzjera jestem pytana:
  • Fryzjer: To ile ścinamy?
  • Ja: Wszystko to, co jest zniszczone 😓
  • Fryzjer: Czyli nic?!
  • Ja: Aaaaaa.. no to standardowo podcinamy dla wyrównania 😎
Zatem, tak.. w rekonstrukcję Joico wierzę, a efekty podziwiam. Ba! Nawet nie od jednego mężczyzny usłyszałam komplement związany z włosami.. głównie podpitych ale być może dopiero wówczas nabierają odwagi 😂


Daj znać czy miałaś styczność z tym produktem i czy byłaś zadowolona z efektów?
Zwracasz uwagę na to jakie składniki są w twoich maskach/odżywkach do włosów? jeśli nie wiesz daj znać.. pomogę 😉

PS. Dziękuję za ponaglenie w sprawie recenzji.. kopniak się przydał 😅 😘

Copyright © 2014 Kosmetyczny Fronesis , Blogger